Kilka słów o Candida albicans i nie tylko - dodatkowy głos

W odpowiedzi na opracowanie „Kilka słów o Candida albicans i nie tylko.” Otrzymaliśmy bardzo ciekawą informację od jednej z mam.

Witam, dziękuję za informację, jest to poważny problem, zwłaszcza u dzieci ze spektrum autystycznym ze względu na ich specyficzne problemy zdrowotne wynikające ze złego przyswajania wielu produktów.

Prywatnie polecam zupełnie inną, aczkolwiek stuprocentową metodę - nieinwazyjne badanie metodą biorezonansu, a następnie sensowna dieta oparta na nieprzetworzonych, organicznych i ekologicznych produktach, eliminacja cukru i zastąpienie go ksylitolem, ale orginalnym, czyli brzozowym, eliminacja drożdży,  oraz wprowadzenie do codziennej diety naturalnego, ekologicznego jogurtu.

Sprawdziłam na moim synu. Podejrzewaliśmy drożdżycę lub kandydozę obserwując objawy, jak wymienione w opracowaniu plus zaburzenia zachowania ( u dzieci autystycznych często wystarczy zmienić dietę, wyeliminować konserwanty, sztuczne barwniki, biały cukier i gluten, a już po kilku tygodniach są bardzo widoczne zmiany w zachowaniu), ale w ŻADNYCH badaniach mikrobiotycznych nic nie wychodziło - ani na Daszyńskiego, ani na Prądnickiej, ani z kału ani z krwi...jednak intuicja nam podpowiadała, że syn ma jakąś bakterię, bo po zjedzeniu czegoś słodkiego ( bakterie kochają cukier ), a szczególnie drożdżówki zachowywał się regresyjnie i nadpobudliwie. Znaleźliśmy wspaniałe miejsce, niemniej pewnie nie dla wszystkich, zwłaszcza osób sceptycznie podchodzących do metod alternatywnych.... :). Jest to gabinet biorezonansu BIOMAX przy ul. Komorowskiego 12  w Krakowie ( bardzo ważne, żeby to był właśnie ten gabinet, bo jest kilka używających tej samej nazwy, ale tylko na Komorowskiego pracuje personel z odpowiednimi kwalifikacjami), gdzie leczymy się od kilku lat całą rodziną. Właśnie tam czuła aparatura potwierdziła obecność candida albicans w organizmie Bena. Udało się pozbyć paskudztwa w trzy tygodnie. Córka miała kilka lat temu motylicę wątrobową, której też nie wykryły żadne dostępne na naszym rynku badania, jedynie wyniki badania krwi wskazywały na problem z wątrobą, a córka wymiotowała żółcią i chudła i miała po 39 stopni gorączki...i tak co 5 tygodni, regularnie jak w zegarku. Po trzecim ataku byłam bliska rozpaczy, bo dziecko marniało mi w oczach. I wtedy znowu niezwykle czuła aparatura wykryła przyczynę- pasożyt, ale że nie jelitowy dlatego nic nie wychodziło w żadnym badaniu! Przywra siedziała w przewodach żółciowych! Ale co jest najważniejsze w całej metodzie, to nie tylko diagnoza, ale przede wszystkim NIEINWAZYJNE i NIEFARMAKOLOGICZNE  pozbywanie się problemu, dlatego polecam wszystkim z całego serca. Poza pasożytami można pozbyć się też alergii i to właściwie na wszystko, łącznie z barwnikami i konserwantami.

 

Pozdrawiam,

[imię i nazwisko do wiadomości Stowarzyszenia]